...

...
...

niedziela, 9 października 2011

Niedzielny dzien uwazam za zakonczony. Aura na to nie wskazywala ale z za chmur wyjrzalo nawet slonce kotre bardzo podbudobywalo na duchu. Wczesniej pisalem o butach i to udalo sie zrobic:) Moge wiec spokojnie powiedziec ze mimo tego, ze jestem tu bez bliskich jakos daje rade. Mam nadzieje ze w nie dlugim czasie ktos do mnie dolaczy i bedzie jeszcze lepiej niz na ten moment:)   Przedstawiam moj stary wiersz wygrzebany gdzies w archiwach:


Krwawię, krwawię, krwawię,

serce zniszczone godnośc odstąpiła mnie
w smutku zamknięty na moralnym leże dnie,
zostaje mi uciec schowac się w mroczny cień
nie dosięgnie mnie już orzeżwiający zeń,

w błoto muszę zostac rzucony przez ludzi zapomniany
beznadziejnośc dotknęła mnie jestem pokonany,
aniele już ty mnie unieśc nie możesz w góre
czekają mnie lasy potępienia ponure,

w bezsilnosci z sercem w ręce stoję
tylko o to co będzie dalej się boje,
jak wojownik co kraj zostawił się czuję
tarczy już nie dostane mieczem już nie wojuje

Tylko krwawię, krwawię, krwawie


Troche pesymistyczny ale z serca

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz