Niedzielny dzien uwazam za zakonczony. Aura na to nie wskazywala ale z za chmur wyjrzalo nawet slonce kotre bardzo podbudobywalo na duchu. Wczesniej pisalem o butach i to udalo sie zrobic:) Moge wiec spokojnie powiedziec ze mimo tego, ze jestem tu bez bliskich jakos daje rade. Mam nadzieje ze w nie dlugim czasie ktos do mnie dolaczy i bedzie jeszcze lepiej niz na ten moment:) Przedstawiam moj stary wiersz wygrzebany gdzies w archiwach:
serce zniszczone godnośc odstąpiła mnie
w smutku zamknięty na moralnym leże dnie,
zostaje mi uciec schowac się w mroczny cień
nie dosięgnie mnie już orzeżwiający zeń,
w błoto muszę zostac rzucony przez ludzi zapomniany
beznadziejnośc dotknęła mnie jestem pokonany,
aniele już ty mnie unieśc nie możesz w góre
czekają mnie lasy potępienia ponure,
w bezsilnosci z sercem w ręce stoję
tylko o to co będzie dalej się boje,
jak wojownik co kraj zostawił się czuję
tarczy już nie dostane mieczem już nie wojuje
Tylko krwawię, krwawię, krwawie
Troche pesymistyczny ale z serca
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz